Wielkanoc i świąteczny zajączek

Jak już wspominałam, nie jestem fanką wielkanocnych ozdób, zwłaszcza tych infantylnych, ale świąteczny zajączek jest dla mnie bardzo specjalnym symbolem. Zając. Nie króliczek, ale zając właśnie.

Wróciliśmy właśnie ze Świąt od moich rodziców. Pomyślałam, że czas zabrać się za porządki w ogrodzie, a zwłaszcza za podział jukk, które rozrosły się w duże kępy. Pochyliłam się nad jedną z nich i odsunęłam ręką gęste, kładące się po ziemi sztywne liście. I w tej samej sekundzie odskoczyłam, usiłując zrozumieć, co właśnie zobaczyłam. Martwe futerko? Kota? Jeża? Delikatnie zajrzałam raz jeszcze. Pod kępą jukki siedział cichutko… mały zajączek! Instynkt mamuśki zawołał we mnie: Maleństwo! Jak ci pomóc, czym cię nakarmić I… gdzie jest twoja mama!? Postanowiłam ratować malca, zadzwoniłam do leśniczego. Dowiedziałam się rzeczy niezwykłych! Zajęczyce mają w zwyczaju zostawiać swoje małe w tego typu kryjówkach. Malcom nie wolno ruszać się przez cały dzień. Ukryte wśród krzewów lub w kępie wysokich traw są bezpieczne przed atakami drapieżników. Pod osłoną nocy odwiedza je mama i karmi. Malca nie wolno ruszać, nie wolno dotykać, aby mama, spłoszona obcym zapachem, nie porzuciła go. Zające nie potrafią żyć w niewoli.

świąteczny zajączek

Poczułam coś w rodzaju wielkiego wyróżnienia. W końcu, nie każdy ma w ogrodzie zające. Zrobiło się uroczyście. Za dnia przykucaliśmy, by z daleka obserwować jego mały nosek wyglądający spomiędzy krzaczków. Gdy robiło się ciemno, zerkaliśmy do ogrodu – maluch wychodził z kryjówki i siadał pod naszą magnolią. Trwało to tydzień, aż w końcu w piątek wieczorem… przekicał na drugą stronę domu i zaczął poznawać okolicę. Obserwowaliśmy z balkonu, jak zwiedza nasz warzywniak, grządki kwiatowe i w końcu w pięknych, długich podskokach zbliża się do tarasu i bębna z wężem ogrodowym.

zajączek wielkanocny

zajączek wielkanocny

zajączek wielkanocny

zajączek wielkanocny

W sobotę rano pobiegłam sprawdzić, co porabia. Nie znalazłam go pod jukką. Ani pod magnolią. Zaczęłam go szukać. Wtedy, już za ogrodzeniem, poza naszym ogrodem, podbiegły dwa psy, rzuciły się szybko w stronę krzaków i dopadły małego. Zapłakał… jak małe dziecko. Zaniosły go do lasu. Moje dzieciaki widziały wszystko przez okno, potem zanosiły się płaczem przez cały dzień. Byliśmy wściekli. Rozmowy z sąsiadami, właścicielami psów, były jak rzucanie grochem o ścianę. Tutaj, teraz, też nie będę prawić morałów. Kto chce zrozumieć, już zrozumiał.

* * *

Epilog

W niedzielę rano było wyjątkowo ciepło. Można by rzec, że bardzo ciepło, jak na kwiecień. Postanowiliśmy zjeść pierwsze w tym roku śniadanie w ogrodzie. Trzeba było jakość zażegnać niewesołą atmosferę. Zaczęłam powoli nosić kolejne rzeczy z kuchni. Mąż siedział w ogrodzie. W pewnym momencie zawołał mnie, żebym przyszła coś zobaczyć. Wyjrzałam. Po trawniku biegał mały zajączek.


Rok czy dwa lata później zobaczyłam w sklepie ogrodniczym betonowe figurki stylizowane na piaskowiec. Ot, typowy ogrodowy kicz. Ale zająca nie mogłam zostawić! Zazwyczaj stoi przed wejściem do naszego domu, ale w tym roku wniosłam go do domu na Boże Narodzenie i ustawiłam pod choinką. Pewnie niedługo wróci na dwór, ale dzisiaj przyniósł dzieciakom jajeczka. Taki zając w domu, zwłaszcza w wiejskim domu, wygląda nie najgorzej, nie sądzicie?

Mój świąteczny zajączek

świąteczny zajączek

Źródło zdjęć: Pinterest


Zdjęcia oznaczone moim logo zostały wykonane przeze mnie i wraz z publikowanymi przeze mnie tekstami są chronione prawami autorskimi.

– Jest mi miło, że czytasz mojego bloga.

Zaproś swoich znajomych, lubię gości! –