Święta, prezenty i bunt na pokładzie

To niesprawiedliwe, jestem obrażona. Ogłaszam bunt na pokładzie! Dwa miesiące przygotowań, a Święta tylko dwa dni? Odmawiam! Mam ochotę zabarykadować się w domu i nie wychodzić przez najbliższe dwa tygodnie. Z głodu nie zginę.

Przesyt czy niedosyt? Co wybieracie? Ja niedosyt, zdecydowanie! Jestem grzeczna, jem z umiarem, umiem cieszyć się drobiazgami, ale nie potrafię pogodzić się z tym, że po dwóch miesiącach przygotowań, planów, marzeń, ustalania jadłospisu, ozdób i listy prezentów całość ma się spalić silnym, jasnym dwudniowym płomieniem i koniec. Kto oglądał Griswoldów i ich święta w Krzywym Zwierciadle? Pamiętacie wujka Lewisa i spaloną na popiół choinkę za jego plecami. To jest alegoria świąt. Wielka choina, przydźwigana z lasu po całodniowej wyprawie, trzy tony ozdób, cztery bataliony gości, masa jedzenia, ogrom wszystkiego, a potem jedna zapałka, krótki syk, mocny ogień i zgliszcza.

Ok, trochę tragizuję, ale naprawdę, nie mam ochoty żegnać się ze świętami! Niebłahym pocieszeniem jest nadchodzący Nowy Rok, a później Trzech Króli, święto, które u nas w domu obchodzimy zawsze bardzo uroczyście. Na szczęście jeszcze dwie piękne okazje, żeby zatrzymać się i być – odświętnie, powoli, pogodnie.

Zastanawialiście się kiedyś, skąd fenomen świąt Bożego Narodzenia? Dlaczego tak bardzo je lubimy, nawet bez względu na światopogląd? Mam swoją teorię: oto pośród ponurej zimy, jak widać nawet nie białej, nawet nie śnieżnej, w czasie burych ciemności zapadających niemal po 15.00, nadchodzi parę dni, kiedy możemy doświadczać świata wszystkimi zmysłami: oczy mogą się nasycić światłem i kolorami (pomimo ciemności), nosy mogą wchłaniać miliony upojnych zapachów – iglastej żywicy, smacznych potraw, rozgrzanego wosku świec (chociaż na dworze nic nie kwitnie, a natura zmarła w zmrożeniu), dłonie dotykają dziesiątki miłych przedmiotów – odświętne ubrania, prezenty, szklane bombki, kłujące gałązki świątecznego drzewka (pomimo że na co dzień są wbite w grube rękawice), uszy wypełnia śpiewanie kolęd i świątecznych piosenek, i nawet największe marudy skrycie przytupują nogą do “Last Christmas”, mimo że głośno twierdzą, iż nienawidzą tego kawałka! (wbrew spowitej w uśpionym milczeniu przyrodzie), to czas smakowania największych przysmaków (chociaż grudzień nie ma nic wspólnego z dojrzewaniem soczystych owoców ziemi). Dlatego kochamy Święta! Dlatego, że podczas gdy Demeter chodzi po ziemi zapłakana w tęsknocie za Korą, nam udaje się wyrwać dwa dni zmysłowego szaleństwa!

Więc pytam, skąd wziąć w sobie pokorę, żeby tak łatwo się z tym wszystkim pożegnać aż do wiosny, gdy świat na nowo zacznie rozbrzmiewać, pachnieć, dotykać, świecić, smakować bez wspomagania?

Żeby nie było smutno, zostawiam wam moje świąteczne prezenty, dwa pozłacane drobiazgi, jakże cieszące oko! A co wy znaleźliście pod swoimi choinkami? Porozmawiajmy jeszcze o Świętach! Proszę!


Zdjęcia oznaczone moim logo zostały wykonane przeze mnie i wraz z publikowanymi przeze mnie tekstami są chronione prawami autorskimi.

– Jest mi miło, że czytasz mojego bloga.

Zaproś swoich znajomych, lubię gości! –