Światło we wnętrzach

To będą rozważania na temat mocy, jaką ma światło we wnętrzach. I nie, tym razem nie będę mówić o nowych lampach, kinkietach i abażurach. Kiedy jesienne słońce zeszło nisko i ku mojej wielkiej radości nie skrywa się za chmurami, zaczęłam zastanawiać się nad znaczeniem przestrzeni, ilości detali i tego, co wypełnia nasze wnętrza.

Minimalizm jest dla mnie jak interesująca obca osoba, której przyglądam się z daleka, nie znam jej języka, ale chciałabym się z nią zaprzyjaźnić. Początkowo zamierzałam użyć płytkiego związku frazeologicznego i napisać: nie jestem mistrzem minimalizmu, ale nagle zabrzmiało to tak beznadziejnie bez sensu i pusto. Równie dobrze mogłabym wam napisać: jak wiecie, nie jestem arabskim sułtanem.

Do tej pory minimalizm rozumiałam jako surowe wyzbywanie się wszystkiego dookoła, w celu pozostawienia niezbędnego minimum. I to rozumianego w kategoriach fizyczno-materialno-finansowych, i w kategoriach estetyczno-designerskich.

Przyglądając się temu, co jesienne słońce wyprawia w mojej kuchni, doznałam, nomen-omen, olśnienia! A może minimalizm to wprowadzanie przestrzeni dla nowych wymiarów? Na przykład dla światła?

Zdjęłam wszystko z blatu i postawiłam na nim wazon z kwiatami i osłonę z siatki, po czym spojrzałam, co zaczęło robić słońce. Blat zapełnił się wzorami, podłużnymi cieniami, smugami, polami światła i cienia.

Co by było, gdyby to samo słońce padło na blat gęsto zastawiony dekoracjami i sprzętami kuchennymi? Byłyby gęsto ustawionymi przedmiotami mocno oświetlonymi słońcem, ale gra cieni i świateł zniknęłaby w natłoku zakamarków. Być może zobaczyłabym unoszące się w powietrzu drobinki kurzu (nie wiem, czy w takich intensywnych promieniach bardziej mnie urzekają czy bardziej stresują i mobilizują do sprzątania).

Zauważam ostatnio w trendach (a może to nie trendy, tyko moja zmieniona optyka), coraz częściej pojawiające się dekoracje, z pozoru zupełnie niedekoracyjne, proste i zupełnie nie przyciągające wzroku, które zaczynają żyć dopiero wtedy, gdy padnie na nie światło – sztuczne lub słoneczne.

Chcecie zobaczyć takie dekoracje? Mam ochotę pokazać wam zabawę światłem inną niż lampki na bożonarodzeniowej choince. Co wy na to?



Zdjęcia oznaczone moim logo zostały wykonane przeze mnie i wraz z publikowanymi przeze mnie tekstami są chronione prawami autorskimi.

– Jest mi miło, że czytasz mojego bloga.

Zaproś swoich znajomych, lubię gości! –

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz