Powrót do Hamptons – Lee Radziwiłł

Dzisiaj wracam do Hamptons i mam dla was koktajl niezwykły – polskie arystokratyczne nazwisko, ściśle związane z amerykańską polityką najwyższego szczebla i… z wnętrzarstwem. Dość egzotyczne połączenie, a jednak najprawdziwsze, z krwi i kości. Opowiem wam o projektantce wnętrz, Lee Radziwiłł z Southampton…

Chyba każdy poświęcony jej tekst zaczyna się od tego, czyją siostrą była. Ja tego nie zrobię. Albo i tak to wiecie, albo po prostu sprawdzicie. Każdy z nas jest czyjąś siostrą, bratem, córką, synem… To, co uczynimy z naszym życiem, czym je wypełnimy, zależy tylko od nas samych.

Caroline Lee Bouvier Canfield Radziwiłł Ross zasłynęła… z przebywania z ludźmi. To niesamowite, w ilu miejscach udało jej się być, w ile relacji udało się jej wejść. Jej głód świata jest ogromny, a jej dążenie do wyjątkowości determinujące i niespotykane. Za miesiąc skończy 83 lata. Wielu z jej najbliższych już dawno nie ma na tym świecie.

Postanowiłam wam przybliżyć jej portret w związku z moim najnowszym albumem, który jednak nie jest wcale takim nowym zakupem, ponieważ zamówiłam go jako prezent pod choinkę i przyszedł do mnie z Anglii zaraz po święcie Trzech Króli. Mogłabym napisać o nim od razu, ale zatrzymała mnie lektura doskonałej, niezwykle bogatej w informacje, biografii Lee Radziwiłł, autorstwa Diany DuBois. Tę pozycję zdobyłam dość przypadkowo, na Allegro, na aukcjach jakiegoś antykwariatu, książka bowiem ukazała się w 1997 roku. W moje ręce trafiła w stanie niemal nietkniętym.

Śniadanie u Tiffany’ego

Kiedy Truman Capote pisał swoje opowiadanie w 1958 roku, nie znał jeszcze Caroline Bouvier Canfield, nie mógł wiedzieć też, że połączy ich długoletnia przyjaźń, pomimo lepszych i gorszych okresów. A jednak teraz, z perspektywy czasu, można by uznać, że Holly Golightly jest delikatną aluzją do życia bohaterki dzisiejszego wpisu. Co prawda nie można powiedzieć o Lee Radziwiłł “szalona i zwariowana”, ale bogate życie towarzyskie, liczne spotkania z dobrze sytuowanymi mężczyznami obsypującymi młodą kobietę kosztownymi prezentami, przywodzą na myśl życie dziewczyny z Long Island… Każde spotkanie Lee Radziwiłł z mężczyzną, nawet jeśli nie kończyło się romansem (parę razy się tak zdarzyło), stawało się dla niej źródłem doznań estetycznych i kulturalnych. To dzięki nim (dzięki doznaniom i mężczyznom) poznawała świat i budowała swoją osobowość. Krucha i bezwzględna, urocza i nienawidzona.

 

Wielki Gatsby

Pierwszy mąż Lee Bouvier, Michael Canfield, nie był co prawda tak bogaty jak Gatsby, lecz z pewnością cieszył się opinią przystojniaka, pochodził z Long Island i – stąd aluzja – otaczała go aura tajemniczości, ponieważ ten adoptowany syn amerykańskiego wydawcy książek był najprawdopodobniej nieślubnym dzieckiem jednego z kandydatów do angielskiego tronu. On otworzył przed Lee drzwi do wymarzonego wielkiego świata, dzięki niemu mogła obracać się w najlepszych sferach angielskiej arystokracji. Dzięki niemu również poznała Stanisława Radziwiłła.

Michael Canfield

Michael Canfield

Lee szybko weszła do angielskiej śmietanki towarzyskiej. Jej pierwszy mąż – Michael Canfield – piastował stanowisko sekretarza amerykańskiego ambasadora przy dworze Świętego Jakuba.

Rzeczpospolita Obojga Narodów

Staś (bo tak go nazywała Lee oraz znajomi) dał jej tytuł książęcy, mimo że w istocie Radziwiłł musiał z niego zrezygnować, by zdobyć angielskie obywatelstwo. Radziwiłłowie tytułowali się jednak zgodnie z pochodzeniem, bo w końcu, trzeba byłoby być szaleńcem, by za cenę azylu odciąć się od korzeni sięgających jeszcze piastowskiego rodu. Staś dał Lee także rodzinę, o której marzyła, a której Canfield dać jej nie mógł. Księżna urodziła dwoje dzieci – Antoniego i Annę Krystynę (dziewczynkę do chrztu trzymała ciotka, Izabela Potocka). Choć Stanisław Radziwiłł całe życie borykał się z problemami finansowymi, Lee żyła we wspaniałym dostatku. Stała się ikoną stylu i ambasadorką najznamienitszych domów mody, spróbowała swych sił na deskach teatru, wyremontowała i urządziła przepyszną rodzinną siedzibę w Turville Grange, którą wypełniały pamiątki po rodzie Radziwiłłów (jednym z mieszkańców rezydencji była przeklinająca po polsku papuga). Za czasów małżeństwa ze Stasiem, Lee nawiązała długoletnią przyjaźń z Trumanem Capote, Arystotelesem Onasisem, Giannim Agnellim. Trudno wymienić wszystkich, lecz z pewnością nie można pominąć Petera Baeard’a.

Lee i jej mąż, Książę Stanisław Albrecht Radziwiłł herbu Trąby

Jedno z niezwykłych pomieszczeń w Turville Grange

 

Pożegnanie z Afryką

Peter Beard był serdecznym przyjacielem Stasia i zabierał księcia na wspólnie polowania w Afryce. Z kolei Peter chętnie spędzał z Radziwiłłami wakacje na greckich wyspach i jako świetny fotograf dokumentował szczęśliwe chwile książęcej rodziny, uwieczniając na zdjęciach głównie dzieciaki, które za nim przepadały. Księżna straciła głowę dla przystojnego fotografa. Połączył ich gorący, szalony romans. Po wielu latach spędzonych w Europie, Lee Radziwiłł opuściła Stary Kontynent i wróciła do Nowego Jorku, choć często jeździła ze swoim Denysem Finch Hattononem do Afryki, ponieważ Peter Beard, oczarowany pisarstwem Karen Blixen, uczynił z Czarnego Lądu swoją duchową ojczyznę. Lee odsunęła się emocjonalnie od księcia dużo wcześniej, ale dopiero znajomość z Beardem pchnęła ją do decyzji o rozwodzie. (Zatrzymała sobie jednak tytuł książęcy i szlachetne nazwisko).

Peter Beard chciał być jak Denys Finch Hatton – pojawiał się w życiu Lee i znikał, nie pytając o zgodę. Z tą różnicą, że Denys był wierny Karen.

Jezioro Łabędzie

Silna zażyłość, przesycona erotyzmem, połączyła ją ze znakomitym rosyjskim tancerzem baletowym, Rudolfem Nuriejewem. Mówi się, że kochała się w nim, on jednak, jako zadeklarowany homoseksualista, pozostał jedynie (lub aż) jej wiernym towarzyszem spotkań i rozmów o sztuce. Od niego również (a może od Stasia) Lee nauczyła się pić wódkę, co jednak nie wyszło jej na dobre. Nuriejew był żywiołowym artystą, ale i barwną, ekscentryczną postacią. Do historii przeszedł jego szalony strój – kurtka z motywem pytona i welurowe spodnie – w jakim wystąpił towarzysząc Lee na oficjalnym spotkaniu, w czasie którego oczekiwano od przybyłych raczej formal attire. Muszę również wspomnieć o jego niezwykłym paryskim apartamencie, urządzonym przez samego Lorenzo Mongiardino.

Lee Radziwill and Rudolf Nureyev

Z Rudolfem Nuriejewem

Rudolf Nuriejew w swoim mieszkaniu w Paryżu

Somebody to Love

Rozstanie z Beardem otworzyło nowy rozdział w jej życiu – samotność. Co prawda wiązała się z różnymi mężczyznami, którzy szaleli na jej punkcie, nie potrafiła jednak z żadnym zbudować trwałego związku. Po raz pierwszy oddała się intensywnie pracy. Rozpoczęła karierę wziętej projektantki wnętrz. Jej realizacje cieszyły się dużym uznaniem. Mówiono, że jest w nich lekkość, że Lee świetnie posługuje się kolorem. Ludzie chcieli, żeby urządzała ich domy i hotele. Jedyną wadą (?), jaką wytykano jej wnętrzom, było to, iż są zbyt osobiste i nadmiernie kosztowne, co w przypadku apartamentów hotelowych faktycznie mogło stanowić przeszkodę.

Lee Bouvier Radziwill

Lee w swoim apartamencie w Paryżu

Urządzała również swoje kolejne mieszkania, zmieniała je dość często, na co raz mniejsze, pozbywając się dużych apartamentów, by zdobyć pieniądze. O domu powiedziała kiedyś:

“Dla kobiety dom jest nie tylko miejscem, gdzie funkcjonuje ona jako żona i matka, ale gdzie może żyć swym wewnętrznym życiem i wyrażać własną osobowość. Dom kobiety jest jej autoportretem.” (*)

Lee Radziwill

Lee Radziwiłł w swoim paryskim apartamencie

lee radziwill apartament

Dom kobiety jest jej autoportretem

* * *

Najnowszy album Lee Radziwiłł LEE to pięknie wydana pozycja oprawiona w płótno. Ma formę prywatnego albumu na zdjęcia, wzbogaconego odręcznymi zapiskami autorki. W porównaniu do biografii napisanej przez Dianę DuBois, album przedstawia skromy i bardzo subiektywny wybór migawek z życia księżnej. Niemniej, warto go mieć, ponieważ stanowi dokument wędrówki po bardzo interesującym życiu.

lee radziwill album

reading lee radziwill

(*) Cytat pochodzi z książki Diana DuBois “Lee Radziwiłł. W cieniu Siostry

Źródło zdjęć: Pinterest


Zdjęcia oznaczone moim logo zostały wykonane przeze mnie i wraz z publikowanymi przeze mnie tekstami są chronione prawami autorskimi.

– Jest mi miło, że czytasz mojego bloga.

Zaproś swoich znajomych, lubię gości! –