Podróże po wnętrzach – dom pachnący nieśmiertelnikiem

Stęskniłam się za pisaniem. Podróże po wnętrzach, to coś, co uwielbiam i chciałabym móc zabierać was często i daleko w miejsca, do których, prawdopodobnie, ciężko jest zajrzeć, nawet jeśli podróżuje się dużo i po całym świecie.

Chociaż możemy odwiedzać właściwie każdy kraj, jaki przyjdzie nam do głowy, nie zawsze możemy pozwolić sobie na to, by zobaczyć, jak na co dzień żyją jego mieszkańcy.

Gdy dawno temu zatrzymałam się w Rzymie, u progu mojego zachwytu Włochami, stanęłam przy hotelowym oknie i zajrzałam do mieszkania z naprzeciwka myśląc: “Chcę… Pragnę zobaczyć, jak wygląda codzienne życie Włochów”. To jest przygoda, której nie da się kupić w pakiecie all inclusive. Moje marzenie spełniło się niemal błyskawicznie. Miesiąc później zamieszkałam w małej, bocznej uliczce niedaleko Via Flaminia Vecchia i poznałam życie rzymian. Weszłam w codzienność dość burzliwą, dość tragiczną, a jednak czas, który spędziłam w tamtym domu, należy do moich najcenniejszych wspomnień.

Jest jeszcze jeden obraz, który przychodzi mi teraz do głowy. To scena z jednego z moich ulubionych filmów: “Spy Game”, nieodżałowanego Tonego Scotta. Główny bohater, Robert Redford (a któż by inny!), daje zadanie swojemu uczniowi, Bradowi Pittowi: chłopak ma pięć minut na to, by wejść do jednego z mieszkań w zupełnie nieznanym mu mieście i zaprzyjaźnić się z jego właścicielem. Chwilę później przystojniak staje w oknie niedalekiej kamienicy, pijąc herbatkę z sympatycznym starszym panem.

Kusiło was kiedyś, by pooddychać klimatem obcego miejsca, poczuć obcą kulturę, wejść w nią i skosztować jej rytmu? Choćby na moment?

Podróże po wnętrzach

Zajrzyjcie dzisiaj ze mną do mieszkania w starej sardyńskiej kamienicy. Kilka razy już o tym miejscu wspominałam. Sardynię poznałam zupełnie niespodziewanie. Poza marzeniami, poza planami, przypadło mi w udziale zobaczyć tę wyspę i doświadczyć jej niezwykłego uroku. To jeden z najpiękniejszych prezentów, jakie uczyniło mi życie.

sardegna - homelikeilike.com

Był 1996 rok gdy weszłam do tego rozległego, wysokiego mieszkania, wypełnionego chłodem charakterystycznym dla wiekowych budynków. Dobiegał końca luty, a temperatura na zewnątrz (ok. 20 stopni) nawet dla mnie, przybyłej wtedy z Rzymu, była nadzwyczaj przyjemnym zaskoczeniem. Po obiedzie siadałam na obszernym kamiennym tarasie i popijając espresso łapałam pierwsze piegi, a obok mnie pachniała frezja (nigdy wcześniej nie widziałam rosnącej tak ot, po prostu, frezji).

podroze po wnetrzach - homelikeilike.com

casa mediterranea - homelikeilike.com

Właścicielką tego mieszkania jest Caterina, należąca do jednego z najbardziej szanowanych rodów miasteczka Bosa. Wtedy, gdy ją poznałam, łatwiej mi było znaleźć wspólny język z jej córką, moją rówieśniczką, i nie przypuszczałam nawet, że wiele lat później usiądziemy z Cateriną przy stole w jej kuchni, i przy popołudniowej kawie porozmawiamy jak siostry, prowadząc dialog, który jest możliwy tylko między dwiema dorosłymi kobietami.

podroze po wnetrzach - homelikeilike.com

casa sarda - homelikeilike.com

To niezwykłe mieszkanie już na zawsze będzie mi się kojarzyć z dobrymi chwilami. Mam z niego jeszcze jedno wspomnienie. Wtedy, w 1996 roku, mąż Cateriny, usłyszawszy, że jestem Polką, podniósł do góry palec wskazujący, przymknął oczy i powiedział: “Polka! Mam w swoim księgozbiorze książkę pewnego Polaka. Opowiada o waszych górach…” I udał się do swojej przepastnej biblioteki, gdzie od podłogi po sufit piętrzyły się książki i wydobył tę jedną, o której mówił, zupełnie mi nieznaną, więc wybaczcie, że nie pamiętam dzisiaj jej tytułu…

podroze po wnetrzach - homelikeilike.com

Sardinian house - homelikeilike.com

Po latach mieszkanie Cateriny zastałam podzielone na dwa mniejsze, ale wciąż wypełnione starymi meblami, rodzinnymi pamiątkami, będącymi żywym zapisem historii jej rodziny. Spójrzcie na obrazy, bibeloty, drewniany sufit, stolarkę drzwiową, na fotel stojący w kącie alkowy, na tradycyjny ludowy kosz sardyński, który, jak twierdzi Caterina, tak naprawdę klimatem zupełnie do tego domu nie pasuje. Nie znajdziecie żadnego kanonu, żadnego znanego klucza. To dom opisany historią jej mieszkańców, wypełniony atmosferą jedyną, nieistniejącą nigdzie poza tymi ścianami.

bialetti - homelikeilike.com

casa sarda - homelikeilike.com

Gdy się żegnałyśmy, stanęłyśmy przy wyjściu, obok wazonu wypełnionego suszonymi kwiatami: “Il mio elicriso!” – powiedziała Caterina głaszcząc zasuszone kwiatostany i wtedy nagle zrozumiałam, czym od zawsze pachniała mi Sardynia! Nieśmiertelnikiem właśnie, a raczej kocanką piaskową, o lekko gorzkawej, mocno odurzającej woni. I taka właśnie jest Sardynia.

armchair - homelikeilike.com

elicriso - homelikeilike.com


Zdjęcia oznaczone moim logo zostały wykonane przeze mnie i wraz z publikowanymi przeze mnie tekstami są chronione prawami autorskimi.

– Jest mi miło, że czytasz mojego bloga.

Zaproś swoich znajomych, lubię gości! –

  • Asia

    Pięknie, jak zawsze.

  • Usmiechnięta

    ochhhh jaki klimat, i te schody boskie