Po co są marzenia, pasje i hobby

Nigdy nie jest za późno, by spełnić marzenia, a pasje i hobby czynią nasze życie bogatszym. Nie częstuję was pustymi frazesami. To są prawdy, których nauczyło mnie życie.

Zaczęło się od renowacji mebli. Pierwsza na tapetę poszła bieliźniarka tak zjedzona przez korniki, że właściwie nigdy nie należało się za nią brać. A jednak odnowił ją, a potem stała w moim domu, zgodnie z przeznaczeniem, wypełniona czystymi ręcznikami i wykrochmalonymi prześcieradłami.

* * *

Jednak sądzę, że najbardziej kreatywnym jego dziełem było tzw. pięterko – antresola w dziecięcym pokoju wykonana z drewna. Były lata 70. i w tamtych czasach ambicją i szczęściem było wstawienie do domu meblościanki, w związku z czym pięterko wywoływało wśród znajomych wielkie zainteresowanie. Bawiły się na nim dzieci. Miały tam cały swój bałagan: zabawki, kredki, plastelinę, stolik i krzesełka. Nie wiem, jak to się mogło stać, ale nigdy nikt nie zrobił zdjęcia pięterka. Zostało po nim tylko wspomnienie, wspomnienie dzieciństwa, przypieczętowane przeprowadzką i zostawione daleko.

* * *

Powoli zaczął skupować coraz lepsze meble, coraz ciekawsze. Czytał o sposobie ich renowacji, o stylach, o gatunkach drewna. Zrozumiał, że nie może sztukować zniszczonych elementów innymi gatunkami, bo będą odcinać się od reszty innym usłojeniem i barwą. W końcu zaczął stosować na wymianę elementy z innych starych mebli, aby sztukowania były jak najmniej widoczne. Nauczył się kłaść politurę i potrafił nałożyć tyle warstw, że spod jego rąk wychodziły prawdziwe meble na wysoki połysk.

Miał proste, ale świetne pomysły. Jak choćby lustro z poniemieckiego okna.

Ponieważ w meblach niejednokrotnie trzeba było wymieniać motywy rzeźbione, zaczął je rzeźbić sam. I znowu – najpierw nieudolnie, topornie, w końcu coraz subtelniej. Lubił też wymyślać zupełnie nowe zdobienia, na przekór stylom, wstawiał na przykład korony z motywami wziętymi ze zdjęć lub książek.

pasje i hobby

pasje i hobby

Rzeźbienie zaczęło dominować w jego hobby. Najbardziej lubił świątki. Jego wyzwaniem było dopracowywanie dłoni i twarzy. Wstawał rano, wypijał kawę i czasami nawet już o 6.00 wybierał dłutem kolejne warstwy drewna, po czym szlifował powierzchnie papierem ściernym.

W wrześniu 2013 zapisał się na uniwersytet trzeciego wieku i nareszcie spełnił swoje wielkie marzenie – stał się posiadaczem indeksu studenckiego. Rozpoczął kurs rysunku i historii sztuki. Ostatni raz widziałam go, gdy rzeźbił tę płaskorzeźbę. Odszedł w lutym, pół roku później. Pojutrze skończyłby 70 lat. Mój Tata.


– Jest mi miło, że czytasz mojego bloga.

Zaproś swoich znajomych, lubię gości! –