Metamorfoza przedpokoju – Cz.3 Dywan

Jednym z zasadniczych elementów w nowym wyglądzie mojego przedpokoju stał się dywan, czy raczej – zważywszy jego niepokaźne rozmiary – chodniczek.

Nie umiem wyjaśnić, dlaczego tak długo zwlekałam z tą częścią opowieści o metamorfozie mojego pokoju. Zdecydowanie dopingująco zadziałał na mnie jeden z ostatnich postów, opublikowanych przez Kasię Gal z bloga Home Glamour Now. Pokazała w nim znaleziony na śmieciach antyczny dywan o imponującej wartości finansowej i nie mniejszych walorach estetycznych. Nie mogę się doczekać jej opowieści o dywanach, tymczasem zapraszam was na moją.

Dywanik leżący w moim przedpokoju nie jest aż tak spektakularnym znaleziskiem, choć przyznam, i może was zaskoczę, w pewnym momencie, usiłując dobrać dywan idealny, zaczęłam przeglądać oferty dywanów używanych, ponieważ utwierdziłam się w przekonaniu, że chcę właśnie taki mieć. Koniecznie używany. Ale po kolei.

Oswajanie mojego przedpokoju trwało długo. Napisałam, że dwa lata, ale właściwie, to dużo dłużej. Momentem przełomowym było położenie nowej podłogi. O tym, jak wyglądała poprzednia, mogliście przeczytać w pierwszym i drugim wpisie z cyklu Metamorfoza Przedpokoju. Rozjaśniona, nowa baza sprawiła, że zaczęłam rozglądać się za dywanem. Chciałam, żeby oprócz funkcji dekoracyjnej, pełnił rolę łapacza kurzu i brudu, z którymi wchodzi się do domu. Żeby łatwo go było wytrzepać, odkurzyć i żeby zadeptywanie nie działało na niego zbyt destrukcyjnie. Nie mógł być też za duży ani za bardzo wysoki (gruby), by nie stanowił przeszkody w otwieraniu całej serii drzwi, znajdujących się w przedpokoju. Wymagania dobrze sprecyzowane. Poszukiwania zajęły mi dość dużo czasu. Spontanicznie, na fali zachwytu amerykańską stylistyką, pomyślałam o marokańskiej koniczynce lub innym, geometrycznym deseniu zza oceanu. Nic więc dziwnego, że moim pierwszym wyborem był osławiony już dywan Essenza, który może przeszedłby przez świat niezauważony, gdyby nie wpis Magdy Z.

entry - homelikeilike.com

Uwierzycie, że nie potrafię dzisiaj wyjaśnić, dlaczego nie zdecydowałam się go zostawić w przedpokoju? Wydał mi się chyba zbyt mdły, za to w pokój mojej córki wpasował się idealnie i tam właśnie pozostał. Nie dawałam jednak za wygraną, wciąż marzył mi się american style dlatego, gdy zobaczyłam w jednym ze sklepów internetowych dywan w prawdziwą marokańską kończynę za sto kilkadziesiąt złotych, bez namysłu kliknęłam Kupuję. I to nie była najlepsza decyzja. Nazywanie dywanem ciężkiej bawełnianej tkaniny jest lekkim nadużyciem. Bliżej jej do chodnika lub kilimu, tak czy inaczej, jako nakrycie podłogi wydaje mi się dzisiaj słabym pomysłem. A jednak został, w innym pokoju i myślę, że za mniej więcej rok, czyli po 3 latach użytkowania, ulegnie przetarciu i będzie do wyrzucenia. Poza tym jest bardzo niestabilny. Może ktoś ma koncepcję na tego typu tekstylia, ja raczej nie bardzo.

dywan do przedpokoju - homelikeilike.com

I wtedy nagle mnie olśniło! Chcę mieć magiczny latający dywan! (klikając na ten link możecie dokładnie zobaczyć, co mi się zamarzyło, jakie były moje inspiracje, a następnie ocenić, na ile udało mi się zbliżyć do ideału).

Wpinanie inspiracji z różnego rodzaju persami, kermanami, meszhedami, tebrizami, bidżarami, keszanami, sprawiało mi czystą i nieskomplikowaną przyjemność. Uparłam się, że to musi być dywan używany. Co prawda nie zniszczony, ale świetnej jakości, na którą być może nie byłoby mnie stać w przypadku zakupu z pierwszej ręki. Zaczęłam obserwować różne aukcje, mając w głowie zarys tego, czego szukałam: przewaga różu, bogate geometryczne wzornictwo, gęste, lśniące runo…

W końcu zdecydowałam się na pierwszy zakup, pełna obaw, co dostanę i jak zdjęcia mają się do rzeczywistości.

rug entry - homelikeilike.com

Dywanik okazał się nieco za mały, ale był tak miękki, w tak dobrym stanie, że od razu go polubiłam. To był pierwszy dywanik, który pozostał na dłużej w przedpokoju, choć poszukiwaniom nie odpuszczałam. Czułam, że to jeszcze nie to, że chciałabym czegoś o bardziej skomplikowanym deseniu i coś nieznacznie większego. I nagle dzień za dniem udało mi się znaleźć dwie aukcje, na których wystawiono… czyżby mój dywanik idealny? Umówiłam się ze sprzedawcą, że kupię oba, ale jeden z nich po przymiarce odeślę. Zgodził się i tak ostatecznie wybrałam dywan, który leży u mnie od zeszłego września.

rug entry homelikeilike.com

rug dywan entry homelikeilike.com

dywan w przedpokoju - homelikeilike.com

Lubię na niego patrzeć, gdy schodzę po schodach na dół, lubię, gdy mnie wita po powrocie do domu. Lubię fakt, że nie muszę drżeć o niego, bo nawet jeśli wejdzie się na niego z błotem, to doskonale się czyści zwykłym odkurzaczem. A co najistotniejsze, zaakceptował go mój kot, a kot, jak wiadomo, na byle czym się nie położy.

cat - homelikeilike.com


Zdjęcia oznaczone moim logo zostały wykonane przeze mnie i wraz z publikowanymi przeze mnie tekstami są chronione prawami autorskimi.

– Jest mi miło, że czytasz mojego bloga.

Zaproś swoich znajomych, lubię gości! –

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz