Dziecko w salonie – temat tabu

Rodzice oraz znajomi rodziców, powiedzcie mi, ile razy zdarzyło się wam wykrzyknąć, przeglądając inspiracje, zdjęcia pięknych domów, a zwłaszcza prezentacje salonów: “No dobra, ale co zrobić, gdy się ma małe dzieci?!” Jakie miejsce może zająć dziecko w salonie wystylizowanym do perfekcji?

Już kiedyś, prezentując wam kadry z filmu Praktykant, zwróciłam uwagę na przełamane tabu. Mamy tam bowiem prezentację salonu wraz z kącikiem zabaw dla dziecka. Jak często natrafiacie na inspiracje wnętrz z wygospodarowanym kącikiem dla najmłodszych? Oceniacie to na więcej niż 1%?

Są przypadki, gdy w domach dzieci mają urządzony osobny pokój do zabaw, wtedy ich prywatne pokoiki pełnią jedynie funkcję sypialni, są wyczyszczone w formie, mają niewiele sprzętów. Salon, z kolei, pozostaje przestrzenią zarezerwowaną dla dorosłych. A jednak… przyznacie chyba, że to podział sztuczny i wymuszony, bo dzieciarnia nie dość, że wciąż wokół nas się kręci, znosi na kanapę klocki lego, kredki i lalki, powinna się też pod naszym czujnym (zmęczonym) okiem znajdować non-stop. I w rzeczywistości znajduje się! Są obok nas bez przerwy. Gdy siedzimy w salonie, oglądamy filmy, czytamy prasę, popijamy kawę, one, ze swoim sprzętami, wypełniają każdy centymetr kwadratowy. Przepraszam – sześcienny. Sprawa jest jeszcze bardziej oczywista w przypadku mieszkań o małym metrażu, gdzie nie sposób wygospodarować osobnego pomieszczenia dla każdej potrzeby… i pociechy.

Co robić z dziecięcym wyposażeniem w salonie, aby salon wciąż prezentował się godziwie, a małoletni mogli czuć się jak w pełni uprawnieni użytkownicy domu (nie oszukujmy się – ze specjalnymi względami).

Łatwo nie jest, ale da się! Od razu zaznaczam, że nie interesują mnie rozwiązania typu: stolik kubik zmieniający się w ławkę, skrzynkę na zabawki, lodówkę, łóżko dla gości, drabinę… Nie lubię mebli o milionie twarzy. Mam na myśli prawdziwy, ładnie zaaranżowany kącik dla dziecka, który w salonie po prostu jest, nie zasłania się go, nie ukrywa. Szukałam dziecięcych zabawek, które nie zagracają salonu, ale dodają mu na swój sposób uroku. Myślę, że warto iść w tym kierunku, aby salon zachowywał swoje piękno, ulubiony styl gospodarzy, a jednocześnie pozostawał przyjazny dla małych dzieci. Nie widzę też potrzeby, aby dziecięce zabawki i graty dominowały wspólną przestrzeń domowników, a tak często się dzieje i sądzę, że metraż, jaki mamy do dyspozycji, nie ma tu wiele do znaczenia.

Powiem więcej, jeśli nauczymy nasze dzieci współkorzystać z domowej przestrzeni, w gościach, nawet w domach, w których nie mieszkają inne dzieci, będą potrafiły lepiej uszanować własność gospodarzy. Czytałam i słyszałam kilka razy o odwiedzinach rodziców z dziećmi u ludzi, którzy dzieci nie mieli, i które stały się koszmarem, ponieważ młodzież niemal zdewastowała odwiedzany dom. Nie prowadzę blogu parentingowego (i nie zamierzam), ale jestem niemal pewna, że ci mali dewastatorzy nie dzielili we własnym domu wspólnej przestrzeni z rodzicami (czytaj: mieli osobne bawialnie lub zawładnęły niepodzielnie salonem zagracając go po sufit swoimi rzeczami).

Nie jest moją intencją lansować postawy: salon dla dorosłych, dzieci precz, zabawki psują wystrój. (Ktoś w ogóle tak myśli?) Oczywiście! Dobrze jest mieć salon dokładnie taki, jak się nam wymarzył, dokładnie taki, jaki się projektantowi narysował, ale dom jest do mieszkania, a jeśli rodzinę tworzy więcej niż jedna osoba, każda z tych osób ma się pod wspólnym dachem czuć dobrze. Nie ma uprzywilejowanych mieszkańców domu. Poza tym… Dzieci nie bawią się klockami lego całe życie. Zabawki nie będą wam zalegać w salonie przez kilkanaście lat… No, chyba że mali mieszkańcy pojawiają się w domu nie raz i nie dwa, z częstotliwością kilkuletnią… (jeśli wiecie, o czym mówię he! he!).

Przyglądałam się ostatnio dyskusji na ten temat na jednej z grup dyskusyjnych. Kilka osób zaprezentowało rozwiązania, które bardzo mi się spodobały! Zaczęłam grzebać w internecie, i niewiele udało mi się znaleźć. To, co najciekawsze, pokażę wam poniżej.

Zacznę od wspomnianego Praktykanta:

 Nancy Meyers the intern

Z planu zdjęciowego film “Praktykant” Nancy Meyers

Przepiękne fotele! Może dałabym inny rodzaj tkaniny, ale ich kształt i drewniane elementy są idealne. Dlaczego u nas nikt takich nie robi? Ok, wracam do dziecięcej przestrzeni – cały pokój jest urzekający. Mimo że jest niewielki, znalazło się miejsce na sofę, toaletkę, stolik kawowy i zabawki dziecka. Wszystko jest gustowne i doskonale skomponowane. Projektantką wnętrza jest kanadyjska blogerka Elana Safronsky. Zdjęcie pochodzi ze strony Style at Home

To również mieszkanie blogerki, tym razem autorki kelseyespecially. Dziecięce mebelki i zabawki dodają uroku całej aranżacji.

I jeszcze jeden kadr z kelseyespecially.com

dziecko w salonie

Blogerki górą! Apartament na Manhattanie, zaprezentowany na blogu Raquel Bianca

I jeszcze parę inspiracji znalezionych na Pinterest

Ładne koszyki na zabawki stają się przyjemnym dodatkiem do salonu.

Mam nadzieję, że ten malec nie przegląda na dobranoc albumu Toma Forda…

I na zakończenie zdjęcia z polskich domów. Hurra! Niepodrasowane, zrobione z biegu, oddające klimat takim, jaki jest.

dziecko w salonie - homelikeilike.com

Dziękuję Justynie za udostępnienie tego zdjęcia.

dziesko w salonie

Zdjęcie pochodzi z polskiego domu, a jego autorką jest Justyna

dziecko w salonie

Salon z kącikiem dziecięcym w domu u Emilii.

Ładne dziecko (to wiadomo!) w ładnym salonie. Czyżby to był naprawdę taki ciężki temat?


Zdjęcia oznaczone moim logo zostały wykonane przeze mnie i wraz z publikowanymi przeze mnie tekstami są chronione prawami autorskimi.

– Jest mi miło, że czytasz mojego bloga.

Zaproś swoich znajomych, lubię gości! –