Cień w raju, czyli moje sardyńskie wakacje

O wakacyjnych, wymarzonych destynacjach zwykliśmy mówić i myśleć “raj na ziemi”. I taki bez wątpienia jest basen Morza Śródziemnego… z naciskiem na słowo ziemia. Właśnie wróciłam. Wypoczęta, szczęśliwa, opalona. Moje sardyńskie wakacje były wspaniałe, choć przysłonił je cień. Nie po raz pierwszy zresztą.

Nie chcę, żeby to był pesymistyczny wpis, ponieważ czuję się wakacyjnie spełniona. A jednak trudno nie myśleć i nie napisać o wydarzeniach ostatnich dni.

O trzęsieniu ziemi dowiedziałam się z Instagrama, od @lamiabarbottina. Sardyńczycy nie mówili wiele na ten temat. Jest w tych ludziach coś, co mnie fascynuje. Skupiają się w naturalny sposób na tym co tu i teraz. Oczywiście mają w sobie mnóstwo empatii i bezinteresownej chęci pomocy, ale nie dają się ponosić sensacji. Wieczorami nie tkwią przed włączonymi telewizorami, tylko siedzą na ławeczkach przed domami, przy głównych uliczkach, w barach i zamiast podglądać dalekie sprawy, przyglądają się sobie i swojemu światu. Do tragedii podchodzą z pokorą i o ile w kontekście niedawnego trzęsienia ziemi można by to tłumaczyć odległością, to potwierdzenie tej pokory zobaczyłam u nich następnego dnia, kiedy tuż obok mnie wydarzyło się inne nieszczęście, o którym Europa milczał zajęta śledzeniem doniesień z Półwyspu Apenińskiego.

W środę dostałam od was wiele wiadomości i sms-ów od znajomych. To było bardzo miłe, chcieliście wiedzieć, czy w żaden sposób nie ucierpiałam podczas trzęsienia ziemi. Jak już wiecie, przebywałam wtedy kilkaset kilometrów od epicentrum, więc wstrząsy zupełnie mi nie zagrażały. Umieściłam nawet taki post w sieci, że na Sardynii nie muszę obawiać się trzęsień ziemi (choć historia zna przypadki, gdy ziemia zatrzęsła się także tutaj). Korciło mnie wtedy, żeby wspomnieć o największej bolączce tej wyspy, ale uznałam, że nie ma potrzeby popadać w katastroficzne klimaty. Niestety, dzień później stało się. Wybuchł pożar – największa zmora Sardynii. Widziałam je tu nie jeden raz, ale nigdy nie byłam świadkiem tak poważnej i niebezpiecznej sytuacji.

sardegna - homelikeilike.com

Samoloty gaśnicze Canadair zaczęły latać ok. 14.00 w czwartek. Ten widok już znałam – podlatywały do morza, nabierały wody i odlatywały w góry, gdzie zrzucały wodę na ogień. Tego typu akcje trwały zazwyczaj godzinę, dwie. Tym razem o 18.00 wciąż niestrudzenie latały do morza i w góry, a co więcej, dołączyły do nich kolejne dwa samoloty (jak się później dowiedziałam, wysłane z Sycylii).

sardegna - homelikeilike.com

moje sardyńskie wakacje - homelikeilike.com

Rano całe niebo było intensywnie błękitne, jak co dzień. Tu jest szare i zasnute chmurą dymu na długości wielu kilometrów.

sardinia - homelikeilike.com

Sardynia - po żar - homelikeilike.com

pożar na Sardynii - homelikeilike.com

Okazało się, że ogień szaleje dość niedaleko naszego domu, a przez wciąż zmieniający się kierunek wiatru, nie udaje się go opanować. Oprócz 4 samolotów, w gaszeniu brało udział 7 helikopterów. Tego typu pożary można gasić tylko z góry. Wozy strażackie nie mają możliwości dotarcia do skalistych, stromo położonych terenów, na których rozciągają się lasy i gospodarstwa rolne. Łąki o tej porze roku są pokryte całkiem wysuszoną trawą, gaje oliwne i sady cytrusowe zajmują się ogniem w oka mgnieniu. Najtragiczniejszą ofiarą pożarów są całe stada krów i owiec przebywające na pastwiskach.

canadair - homelikeilike.com

sardyńskie wakacje - homelikeilike.com

Owszem, jest coś fascynującego w przelatujących tuż ponad głową samolotach, mknących tak nisko, że widać gołym okiem, jak z kadłubów ścieka morska woda, na której lądowały chwilę wcześniej. Jednak po czterech godzinach intensywnie błękitne niebo pokryło się gęstymi, szarymi chmurami dymu. Ta ponura zasłona ciągnęła się kilometrami nad lądem i wchodziła coraz głębiej nad morze. Zachodzące powoli słońce zabarwiało ją na kolor ognia. Nasi znajomi pojechali sprawdzić, jako poważna jest sytuacja; były zagrożone ich gospodarstwa i uprawy. Ogień zbliżał się także coraz bardziej do zabudowań mieszkalnych. Musiano ewakuować dom spokojnej starości. Opowiadano mi, że jedna z właścicielek krów postanowiła ratować swoje stado. Wsiadła w samochód i pojechała w stronę pożaru. Niestety, ogień zagrodził jej drogę. Wysiadła zrozpaczona i wtedy wysoka temperatura powietrza doprowadziła do wybuchu jej samochodu. Jej samej prawdopodobnie nic się nie stało. Nie słyszałam, na szczęście, o ofiarach w ludziach. Jednak, następnego dnia, który powitał mnie wszechobecnym zapachem, jaki roznosi się w pobliżu ogniska nad ranem, w barze, do którego codziennie chodziłam na cappuccino i cornetto, pierwsza strona poświęcona była po połowie – informacjom z Lazio i z sardyńskich miejscowości strawionych pożarem. Bilans mówił o 3 tysiącach hektarów wypalonych do cna – gaje oliwne, pastwiska, winnice, sady, lasy. Potrzeba kilkudziesięciu lat, by miejsca te mogły odrodzić się na nowo. Gaszenie trwało do zachodu słońca i podjęto je na nowo następnego dnia o 7 rano. Dość szybko strażakom udało się ustalić, aż trzy miejsca, w których podłożono ogień. Domyślam się, że będziecie zaskoczeni, ale tak! Ten pożar nie był nieszczęśliwym przypadkiem. Nasza dość wiekowa gospodyni twierdzi, że nigdy nie słyszała o tym, by na Sardynii pożar wybuchł z gorąca. Zawsze są to albo celowe podpalenia, albo skutek rzucanych niedopałków.

homelikeilike.com pożar na sardynii

Dwa dni później tak wyglądały okoliczne sady i pastwiska. Kamienne murki nie tylko zdobią krajobraz, chronią przed rozprzestrzenianiem się ognia. Nasz znajomy powiedział, że jego ogród oliwny ocalał tylko dlatego, że był uprzątnięty i miał czysty mur dookoła. Wszystkie przyległe uprawy spłonęły.

pożar na sardynii - homelikeilike.com

Moje sardyńskie wakacje miały także takie oblicze.

Widziałam u Sardyńczyków smutek, ale nie towarzyszyły mu ani złorzeczenia, ani narzekania. Oczywiście na poziomie administracji pewne procedury są uniwersalne, bez względu na kraj. Chodzi mi jednak o reakcje tych ludzi w sferze prywatnej. Ci, którzy nie ucierpieli bezpośrednio, byli skupieni na codziennych sprawach. Pewnego dnia witając się z właścicielką domu, w którym mieszkaliśmy, zapytałam ją, jak zwykle “Jak się czujesz?”. Odpowiedziała: “Dobrze!” i dodała po chwili: “Mogłabym też powiedzieć, że źle, ale co to zmieni?” i uśmiechnęła się do mnie.

Nie myślcie, że zamierzam bagatelizować tragedie, jakie dotknęły ostatnio Włochy, co to, to nie! Sama przeżyłam trzęsienie ziemi w 1997 i choć znajdowałam się daleko od epicentrum, a wstrząs był stosunkowo delikatny, wiem, jaki strach i bezradność towarzyszy chwili, w której nagle cały pokój zaczyna falować, gdy ściany zdają się pływać. Widziałam, jak stopniowo, na skutek powracających wstrząsów, Umbria powoli, tydzień po tygodniu, zmienia się w gruzowisko. Nie zapomnę domu, który po pierwszych wrześniowych wstrząsach stał opustoszały z pękniętą ścianą. Widziałam go z okna pociągu, którym przejeżdżałam tamtędy co tydzień. W czasie kolejnej podróży miał zawaloną całą ścianę frontową, a podłoga sypialni na pierwszym piętrze wisiała po części w powietrzu. Stało na niej duże małżeńskie łóżko, z którego trzepotało na wietrze prześcieradło. Podczas następnego przejazdu dom był już tylko stertą gruzów.

Te obrazy są częścią moich wspomnień z Włoch. I one właśnie, w połączeniu z chwilami szczęścia, jakich doświadczałam nie raz na południe od Alp, sprawiają że prawdziwie kocham ten kraj.

Canadair  - homelikeilike.com

Canadair na sardyńskim niebie

* * *

W czwartek obiecuję wrócić z typowo wnętrzarskim wpisem, mam dla was również kilka opowieści z Sardynii, w których także głównymi bohaterami będą wnętrza. W najbliższych tygodniach planuję opowiedzieć wam o zmianach u mnie (czas zakończyć prace, które rozpoczęłam na początku lata!), a także przedstawić wam parę interesujących osób i wnętrz. Mam nadzieję, że uda mi się to wszystko zrealizować.


Zdjęcia oznaczone moim logo zostały wykonane przeze mnie i wraz z publikowanymi przeze mnie tekstami są chronione prawami autorskimi.

– Jest mi miło, że czytasz mojego bloga.

Zaproś swoich znajomych, lubię gości! –

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz