Chevron w paryskim apartamencie

Od pewnego czasu chevron zagościł w naszych słownikach, w naszych domach i… w naszych lodówkach (obok lampionów ze stali nierdzewnej). Wzór zygzaka witamy z ożywieniem i aprobatą. Jest świeży, jest amerykański, jest top. Czy wiecie, że słowo funkcjonuje w języku polskim w spolszczonej formie, szewron, co oznacza, że i wzór znany jest w naszej kulturze od dość dawna.

Szewron pochodzi od francuskiego słowa chevron i oznacza po prostu… jodełkę, choć to już nie brzmi tak stylowo ani tajemniczo, bo jodełka to wszak jeden z klasycznych, pospolitych wzorów.

Lubicie chevron na poduszkach, dywanach, pledach i filiżankach? Ja lubię bardzo, nawet nie przeszkadza mi, że eksploatuje się go na prawo i lewo w tanich tkaninach i tandetnych przedmiotach sztuki użytkowej. Klasyka zawsze się obroni. Uważam również, że najpiękniejszą formą szewronu jest znana wam na pewno jodełka francuska, klasyczny wzór parkietów, bez których nie wyobrażam sobie paryskiego apartamentu (a Francja ostatnio zawładnęła moją wyobraźnią niemal niepodzielnie…)

Parę tygodni temu pisałam wam o paryskich balkonach. Dzisiaj chciałabym odjechać z kadrem w tył, pokazać wam szerszy obraz. Z pewnością w głębi dostrzeżecie czarujące balustrady, tu i ówdzie migną wam francuskie drzwi, jednak tym razem głównym bohaterem inspiracji będzie nieprzemijająco piękna podłoga, parkiet, który za nic ma mody i fascynacje egzotycznymi deskami. Podstawa apartamentu o największym charme. Mesdames et Messieurs,

le parquet chevron
(znany również jako węgierska jodełka… świat ma ogromne poczucie humoru!)

chevron

Długość deszczułek, z których ułożony jest parkiet, zmienia się proporcjonalnie do powierzchni podłogi – im większa powierzchnia, tym dłuższe deszczułki, jeśli pomieszczenie jest nie za duże, deseczki też powinny być mniejsze. Podobają mi się wszystkie odmiany jodełek, ale uważam, że tworząc wnętrze w stylu paryskim należy bezwzględnie wybrać właśnie ten deseń.

chevron parquet

Polecam tę inspirację uwadze tych wszystkich, którzy szukają ciekawych rozwiązań do małego aneksu kuchennego. Tutaj (pomijając wyspę) całość chowa się za stylowymi drzwiami zwieńczonymi bogato zdobionym gzymsem.

Zdjęcie poniżej nie przedstawia co prawda jodełki francuskiej, ale nie mogłam się powstrzymać, przy okazji zwróćcie uwagę, czym różni się ułożenie francuskie od klasycznego – w pierwszym deszczułki są przycięte pod kątem i stykają się na długości ścięcia, w drugim, są przycięte na prosto, a krótki bok jednej deseczki przylega do długiego boku drugiej.

Poniższe wnętrze jest już na wskroś francuskie. Bardziej paryskie być nie może!

W moim domu też mam jodełkę, ale ani nie francuską, ani nie klasyczną, tylko podwójną. Jestem z niej bardzo zadowolona, choć co raz bardziej marzy mi się francuska. Mam nadzieję, że uda mi się zrealizować to marzenie (ale nie, nie zamierzam zrywać obecnego parkietu!) Mój apetyt rośnie, gdy oglądam zdjęcia publikowane przez Citydesign (jak pewnie wiecie, lubimy sobie z redaktor naczelną – Karoliną Waruszewską, porozmawiać o designie).

chevron parquete citydesign.pl

Źródło citydesign.pl

chevron parquet - citydesign.pl

Źródło citydesign.pl

Pozwolę sobie na stwierdzenie, że w procesie dokonywania wyboru gubią nas dwie pokusy: uleganie modom i pogoń za oryginalnością na siłę. Skutkiem pierwszej są sztampowe wnętrza, które albo nudzą się po paru latach, albo stają się groteskowo brzydkie na skutek zohydzenia zamęczonego trendu. Z kolei ci, którzy na oślep chwytają propozycje zaskakujące (może i samego projektanta, który po czasie jakimś ze stuporem spogląda na swoje portfolio i w głowę się drapiąc sam sobie zadaje pytanie: “Ja to naprawdę zaprojektowałem?”) pozostają z domami tak nerwowo niezharmonizowanymi, że nie pozostaje im nic innego, jak uciekać z nich na długie i dalekie wakacje lub wyjazdy służbowe.

Dlaczego wybór klasyki, surowców, deseni, palety kolorystycznej, jest tak mało popularny? Czy trzeba być nudziarzem lub wykazywać braki w sferze wyobraźni, by sięgnąć po motyw sprawdzony od pokoleń, dzięki któremu goście wchodząc do waszego domu nie wykrzykną z zachwytem (lub strachem) “O, jakie to fajne… Takie… INNE”, tylko usiądą i zamilkną zastawiając się, co sprawia, że jest im u was tak dobrze.

* * *

Gorąco polecam wam rozbudowaną wersję tego wpisu, która w formie felietonu ukazała się w internetowym magazynie wnętrzarskim Citydesign.


Zdjęcia oznaczone moim logo zostały wykonane przeze mnie i wraz z publikowanymi przeze mnie tekstami są chronione prawami autorskimi.

– Jest mi miło, że czytasz mojego bloga.

Zaproś swoich znajomych, lubię gości! –